sobota, 5 grudnia 2015

You're My Queen: Rozdział 4 "Stworzona do tego"


- Moja! - Krzyknęłam i przyjęłam wolno lecącą piłkę. Poleciała pod siatkę do Kageyamy, wystawił ją Hinacie a ten zaatakował. Jest sobota rano. Tobio chciał mi pomóc wrócić do gry. Hinata i Tanaka postanowili nam pomóc. Łysol stoi po drugiej stronie siatki i zagrywa na mnie każdą piłkę, abym ćwiczyła przyjęcie. Jak na razie szło mi całkiem dobrze.
- Świetnie ci idzie, Kurumi-senpai! - Usłyszałam od Hinaty.
- Ma rację, dobra robota. Widać, że jesteś w swoim żywiole. - Dodał Tanaka.
- Dziena, to co teraz?
- Wystawa. - Odezwał się nagle Kageyama. Zrobiłam się zdenerwowana.
- Dawaj, Natsu! - Wrzasnął Tanaka, używając mojego imienia. Spojrzałam na niego z byka a potem się lekko uśmiechnęłam. Zmieniłam się pozycją z Tobio. "Robiłam to tysiące razy" Cały czas powtarzałam to sobie w myślach. Tanaka zaserwował. Piłka leciała dwie sekundy, trafiła idealnie na Hinatę, który podał do mnie. Zgięłam lekko nogi i pochyliłam się. Piłka po dekadzie latania w końcu trafiła w moje ręce. Odbiłam. To uczucie było tak cudowne, że nawet nie mogę tego opisać. Nie była to idealna wystawa, ale Hinata zrobił co miał zrobić. Jestem z siebie dumna.
- Zrobiłam to, yeah, wróciła stara Natsu! - Zaczęłam swój taniec zwycięstwa. Podbiegł do mnie Hinata i przybyliśmy piątkę.
- Najs, Kurumi-senpai! To było naprawdę dobre!
Uśmiechnęłam się szeroko. Siatkówka dalej daje mi niesamowitą radość i ekscytację. Nie mogę się doczekać dołączenia do drużyny dziewcząt!
- Natsu, nie jest źle. - Odezwał się Tobio. Ponownie się ucieszyłam. - Ale dobrze też nie jest. - No i żegnaj szczęścieeeee...
- Wcale nie, Kageyama, durniu... Ona się stara!
- Dobra, cicho siedź, cho Natsu. - Odrzekł, złapał mnie za rękę i wyszliśmy. Po drodze podziękowałam jeszcze reszcie za pomoc.
- O co chodzi, Tobio?
Nagle poczułam woń męskich perfum i jego dotyk. Przytulił mnie, serio to zrobił. Wow?
- Jestem z ciebie dumny, masz to we krwi. - Wyszeptał mi do ucha i pogłaskał mnie we włosy. Przytuliłam go mocno do siebie.
- Dziękuję, że mi pomagasz. Gdyby nie ty to... pewnie nigdy bym już nie zagrała. Dziękuję... - Odsunęłam się trochę od niego i pocałowałam go delikatnie w policzek. Po chwili odsunęliśmy się od siebie i ruszyliśmy do jego mieszkania.
Na miejscu
- To... Co dzisiaj robimy? - Zapytałam kładąc się na jego łóżku i zdejmując swój czerwony sweter. Kageyama wziął swojego laptopa i usiadł obok mnie.
- Kiedy się zapiszesz do tego klubu?
- Hm, no nie wiem w poniedziałek?
- A wiesz, czy możesz? Jest początek drugiego semestru, mogą być w trakcie eliminacji do turnieju wiosennego. - Rzekł. Złapałam się za podbródek i zaczęłam zastanawiać.
- Racja, muszę to załatwić. W końcu mam znajomości.
Wstałam szybko i ubrałam ponownie sweter.
- Przyjdę wieczorem, przygotuj mi jakiś program treningowy na wieczór, cya.
Ruszyłam do centrum miasta, znajduje się tam duża kawiarenka internetowa, w której mam znajomą na stanowisku kierownika. Kiedyś nas sponsorowali.
Po wyczerpującej podróży autobusem byłam na miejscu. Weszłam do środka i zauważyłam Tooru przy jednym ze stolików, chyba na kogoś czekał. Dawno go nie widziałam tak w sumie. Ale dobra, olać. Teraz liczy się tylko siatkówka.
- Dzień dobry, pani Hatari.
- Niemożliwe! Kurumizawa Natsumii? Co ty tutaj... Kapitan naszej drużyny! Nie mogę uwierzyć... Napijesz się czegoś?
Uśmiechnęłam się.
- Nie, dziękuję naprawdę. Mam do pani sprawę. Kilka przecznic stąd jest liceum Karasuno. Mają oni damską drużynę siatkową i chciałabym się do niej dostać. A jako, że jest już drugi semestr to może nie być możliwości... Chciałabym aby podała mi pani namiary na ich kapitana... Czy jest to możliwe? 
- Hm, musiałabym sprawdzić w dokumentach... Ale dla ciebie, kochana, naprawdę jestem w stanie zrobić wszystko, po tym co wydarzyło się wtedy we Włoszech...
- Spokojnie, po prostu nie było nam dane wygrać.
Kobieta uniosła lekko kąciki ust i wyszła na chwilę do swojego gabinetu. Nagle podszedł do mnie Oikawa.
- Hej, Na-, Kurumi.
Uśmiechnął się lekko. Spojrzałam na niego zdegustowana.
- Coś się stało?
- Ja tylko... chciałem powiedzieć, że za Tobą tęsknię. I przede wszystkim przepraszam.
- Słusznie, przyjmuję twoje przeprosiny. - Westchnęłam. - Ale nic poza tym, niestety.
- Rozumiem, nie chcę ci już przeszkadzać. To cześć... I tak w ogóle to wypiękniałaś.
No i wyszedł. Po kilku chwilach wróciła moja znajoma.
- No więc obecny kapitan to Hanami Kou, a opiekun to Retsu Sai, były trener Czeszek.
- Co?! Naprawdę?
- Tak jest, wybacz mi, ale mam dużo papierów, to tyle co mogę dla ciebie zrobić. Miło było znowu cię zobaczyć.
- Bardzo dziękuję, wzajemnie. Do widzenia.
Wróciłam do domu, żeby się przebrać i odświeżyć. Idę dzisiaj do Tobio, najpewniej będziemy oglądać filmy. Ostatnio się do siebie zbliżyliśmy, ale wątpię, ze coś z tego wyjdzie... No, nie ważne.
Weszłam do swojego mieszkania i od razu skierowałam się do sypialni. Wyciągnęłam z komody czarną, świeżą bieliznę, krótkie jeansowe potargane szorty i do tego czarny odsłonięty top. Następnie pobiegłam do łazienki. Tam wzięłam orzeźwiający prysznic i przygotowałam się do wyjścia. Spojrzałam na zegarek "16:07". Postanowiłam powoli wychodzić. Dwadzieścia minut później byłam pod drzwiami Kageyamy. Otworzył mi bez koszulki. Okej. Weszłam do środka jakby nic się nie stało i skierowałam do jego pokoju. Jego ojca.znowu nie ma, długo pracuje.
- Czemu się tak wypindrzyłaś?
- A co nie podoba ci się? - Położyłam swoje ręce na biodrach i zrobiłam pozę modelki, oczywiście wszystko z ironią.
- Nie o to chodzi. - Przewrócił oczami i wziął koszulkę przewieszoną przez krzesło od biurka.
- Lubię dobrze wyglądać, po drodze dwóch facetów zapytało mnie o numer.
- Weź laptop i poszukaj czegoś fajnego, ja idę się ubrać i zrobię coś do picia.
- Pomóc ci?
- Nie ma w tym nic trudnego, tylko postawię wodę w czajniku i-
- Mówiłam o ubieraniu. - Uśmiechnęłam się zadziornie i skierowałam uwagę na laptop. Może horror? Czemu nie.
Tobio wyszedł nic nie mówiąc. Wrócił po 15 minutach ubrany w czarne dopasowane spodnie i szary sweter. W rekach miał dwa kubki z zaparzoną czarną herbatą.
- Masz jakiś kocyk?
Spojrzał na moje odkryte nogi i dotknął lodowatego uda. Westchnął.
- Po co się tak ubrałaś, jest marzec.
- Rano też byłam w krótkich i nic nie mówiłeś, poza tym jest 15 stopni!
Ponownie westchnął.
- Dobra dam ci ten koc, chyba że chcesz żebym to ja cię rozgrzał.
powiedział nieznacznie i wstał po koc.
- Ok ok, sorka. I mam tu jakiś horror.
- Sponio, proszę bardzo. - Podał mi różowy koc.
- Jej, to ten różowy! - Przytuliłam się do kocyka.
- Mogę włączać?
- Mhm... - Mruknęłam i przymknęłam oczy, mocniej ściskając kocyk.
- Coś ci jest? - Zapytał zdezorientowany.
- Nic, nic.
Półtora godziny później
- Śpisz? - Spojrzał na nią. Zamruczała cicho i przytulia go lekko. Westchnął. Podniósł ją i delikatnie ułożył na łóżku, a następnie przykrył kocem.
Jakiś czas później
Obudziłam się i poczułam straszne zimno. Wyszłam z łóżka i zobaczyłam, że jestem w pokoju Kageyamy. To gdzie on jest? Opuściłam pokój i ruszyłam do salonu. Oczywiście tam był. Starając się go nie obudzić wgramoliłam się pod kołdrę. Przybliżyłam się do niego i przytuliłam.
- Czemu przyszłaś? - Zapytał niskim głosem. Dźwignęłam się na łokciach i spojrzałam na niego.
- Zimno mi było, poza tym, czemu mnie nie obudziłeś? Mama mogła dzwonić, a zostawiłam telefon w domu, pewnie się martwi.
- Nie chciałem, ale teraz idź już spać, jest prawie trzecia. - Zarządził, złapał mnie w talii i przybliżył do siebie. Odpłynęłam.
Następny dzień
- Co dzisiaj robisz? - Zapytał, gdy jedliśmy razem śniadanie; proste kanapki z sałatą i salami.
- Mam się spotkać z kapitanem klubu dziewczyn, a później z ich opiekunem. Tak się składa, że go znam. No i jeszcze muszę wpaść do Ki i rodziców po parę swoich rzeczy. - Objaśniłam.
- Dobra, to idź już, muszę wyjść zaraz. I ten twój program treningowy to sobie na necie znajdź, ja ostatnio nie mam głowy do takich rzeczy.
- Bywa, dzięki za nocleg. - Powiedziałam sarkastycznie i szybko dokończyłam kanapkę. Złapałam torebkę i wyszłam bez pożegnania.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz