- Moja! - Krzyknęłam i przyjęłam wolno lecącą piłkę. Poleciała pod siatkę do Kageyamy, wystawił ją Hinacie a ten zaatakował. Jest sobota rano. Tobio chciał mi pomóc wrócić do gry. Hinata i Tanaka postanowili nam pomóc. Łysol stoi po drugiej stronie siatki i zagrywa na mnie każdą piłkę, abym ćwiczyła przyjęcie. Jak na razie szło mi całkiem dobrze.
- Świetnie ci idzie, Kurumi-senpai! - Usłyszałam od Hinaty.
- Ma rację, dobra robota. Widać, że jesteś w swoim żywiole. - Dodał Tanaka.
- Dziena, to co teraz?
- Wystawa. - Odezwał się nagle Kageyama. Zrobiłam się zdenerwowana.
- Dawaj, Natsu! - Wrzasnął Tanaka, używając mojego imienia. Spojrzałam na niego z byka a potem się lekko uśmiechnęłam. Zmieniłam się pozycją z Tobio. "Robiłam to tysiące razy" Cały czas powtarzałam to sobie w myślach. Tanaka zaserwował. Piłka leciała dwie sekundy, trafiła idealnie na Hinatę, który podał do mnie. Zgięłam lekko nogi i pochyliłam się. Piłka po dekadzie latania w końcu trafiła w moje ręce. Odbiłam. To uczucie było tak cudowne, że nawet nie mogę tego opisać. Nie była to idealna wystawa, ale Hinata zrobił co miał zrobić. Jestem z siebie dumna.
- Zrobiłam to, yeah, wróciła stara Natsu! - Zaczęłam swój taniec zwycięstwa. Podbiegł do mnie Hinata i przybyliśmy piątkę.
- Najs, Kurumi-senpai! To było naprawdę dobre!
Uśmiechnęłam się szeroko. Siatkówka dalej daje mi niesamowitą radość i ekscytację. Nie mogę się doczekać dołączenia do drużyny dziewcząt!
- Natsu, nie jest źle. - Odezwał się Tobio. Ponownie się ucieszyłam. - Ale dobrze też nie jest. - No i żegnaj szczęścieeeee...
- Wcale nie, Kageyama, durniu... Ona się stara!
- Dobra, cicho siedź, cho Natsu. - Odrzekł, złapał mnie za rękę i wyszliśmy. Po drodze podziękowałam jeszcze reszcie za pomoc.
- O co chodzi, Tobio?
Nagle poczułam woń męskich perfum i jego dotyk. Przytulił mnie, serio to zrobił. Wow?
- Jestem z ciebie dumny, masz to we krwi. - Wyszeptał mi do ucha i pogłaskał mnie we włosy. Przytuliłam go mocno do siebie.
- Dziękuję, że mi pomagasz. Gdyby nie ty to... pewnie nigdy bym już nie zagrała. Dziękuję... - Odsunęłam się trochę od niego i pocałowałam go delikatnie w policzek. Po chwili odsunęliśmy się od siebie i ruszyliśmy do jego mieszkania.
- Świetnie ci idzie, Kurumi-senpai! - Usłyszałam od Hinaty.
- Ma rację, dobra robota. Widać, że jesteś w swoim żywiole. - Dodał Tanaka.
- Dziena, to co teraz?
- Wystawa. - Odezwał się nagle Kageyama. Zrobiłam się zdenerwowana.
- Dawaj, Natsu! - Wrzasnął Tanaka, używając mojego imienia. Spojrzałam na niego z byka a potem się lekko uśmiechnęłam. Zmieniłam się pozycją z Tobio. "Robiłam to tysiące razy" Cały czas powtarzałam to sobie w myślach. Tanaka zaserwował. Piłka leciała dwie sekundy, trafiła idealnie na Hinatę, który podał do mnie. Zgięłam lekko nogi i pochyliłam się. Piłka po dekadzie latania w końcu trafiła w moje ręce. Odbiłam. To uczucie było tak cudowne, że nawet nie mogę tego opisać. Nie była to idealna wystawa, ale Hinata zrobił co miał zrobić. Jestem z siebie dumna.
- Zrobiłam to, yeah, wróciła stara Natsu! - Zaczęłam swój taniec zwycięstwa. Podbiegł do mnie Hinata i przybyliśmy piątkę.
- Najs, Kurumi-senpai! To było naprawdę dobre!
Uśmiechnęłam się szeroko. Siatkówka dalej daje mi niesamowitą radość i ekscytację. Nie mogę się doczekać dołączenia do drużyny dziewcząt!
- Natsu, nie jest źle. - Odezwał się Tobio. Ponownie się ucieszyłam. - Ale dobrze też nie jest. - No i żegnaj szczęścieeeee...
- Wcale nie, Kageyama, durniu... Ona się stara!
- Dobra, cicho siedź, cho Natsu. - Odrzekł, złapał mnie za rękę i wyszliśmy. Po drodze podziękowałam jeszcze reszcie za pomoc.
- O co chodzi, Tobio?
Nagle poczułam woń męskich perfum i jego dotyk. Przytulił mnie, serio to zrobił. Wow?
- Jestem z ciebie dumny, masz to we krwi. - Wyszeptał mi do ucha i pogłaskał mnie we włosy. Przytuliłam go mocno do siebie.
- Dziękuję, że mi pomagasz. Gdyby nie ty to... pewnie nigdy bym już nie zagrała. Dziękuję... - Odsunęłam się trochę od niego i pocałowałam go delikatnie w policzek. Po chwili odsunęliśmy się od siebie i ruszyliśmy do jego mieszkania.
Na miejscu
- To... Co dzisiaj robimy? - Zapytałam kładąc się na jego łóżku i zdejmując swój czerwony sweter. Kageyama wziął swojego laptopa i usiadł obok mnie.
- Kiedy się zapiszesz do tego klubu?
- Hm, no nie wiem w poniedziałek?
- A wiesz, czy możesz? Jest początek drugiego semestru, mogą być w trakcie eliminacji do turnieju wiosennego. - Rzekł. Złapałam się za podbródek i zaczęłam zastanawiać.
- Racja, muszę to załatwić. W końcu mam znajomości.
Wstałam szybko i ubrałam ponownie sweter.
- Przyjdę wieczorem, przygotuj mi jakiś program treningowy na wieczór, cya.
- To... Co dzisiaj robimy? - Zapytałam kładąc się na jego łóżku i zdejmując swój czerwony sweter. Kageyama wziął swojego laptopa i usiadł obok mnie.
- Kiedy się zapiszesz do tego klubu?
- Hm, no nie wiem w poniedziałek?
- A wiesz, czy możesz? Jest początek drugiego semestru, mogą być w trakcie eliminacji do turnieju wiosennego. - Rzekł. Złapałam się za podbródek i zaczęłam zastanawiać.
- Racja, muszę to załatwić. W końcu mam znajomości.
Wstałam szybko i ubrałam ponownie sweter.
- Przyjdę wieczorem, przygotuj mi jakiś program treningowy na wieczór, cya.
Ruszyłam do centrum miasta, znajduje się tam duża kawiarenka internetowa, w której mam znajomą na stanowisku kierownika. Kiedyś nas sponsorowali.
Po wyczerpującej podróży autobusem byłam na miejscu. Weszłam do środka i zauważyłam Tooru przy jednym ze stolików, chyba na kogoś czekał. Dawno go nie widziałam tak w sumie. Ale dobra, olać. Teraz liczy się tylko siatkówka.
- Dzień dobry, pani Hatari.
- Niemożliwe! Kurumizawa Natsumii? Co ty tutaj... Kapitan naszej drużyny! Nie mogę uwierzyć... Napijesz się czegoś?
Uśmiechnęłam się.
- Nie, dziękuję naprawdę. Mam do pani sprawę. Kilka przecznic stąd jest liceum Karasuno. Mają oni damską drużynę siatkową i chciałabym się do niej dostać. A jako, że jest już drugi semestr to może nie być możliwości... Chciałabym aby podała mi pani namiary na ich kapitana... Czy jest to możliwe?
Po wyczerpującej podróży autobusem byłam na miejscu. Weszłam do środka i zauważyłam Tooru przy jednym ze stolików, chyba na kogoś czekał. Dawno go nie widziałam tak w sumie. Ale dobra, olać. Teraz liczy się tylko siatkówka.
- Dzień dobry, pani Hatari.
- Niemożliwe! Kurumizawa Natsumii? Co ty tutaj... Kapitan naszej drużyny! Nie mogę uwierzyć... Napijesz się czegoś?
Uśmiechnęłam się.
- Nie, dziękuję naprawdę. Mam do pani sprawę. Kilka przecznic stąd jest liceum Karasuno. Mają oni damską drużynę siatkową i chciałabym się do niej dostać. A jako, że jest już drugi semestr to może nie być możliwości... Chciałabym aby podała mi pani namiary na ich kapitana... Czy jest to możliwe?
- Hm, musiałabym sprawdzić w dokumentach... Ale dla ciebie, kochana, naprawdę jestem w stanie zrobić wszystko, po tym co wydarzyło się wtedy we Włoszech...
- Spokojnie, po prostu nie było nam dane wygrać.
Kobieta uniosła lekko kąciki ust i wyszła na chwilę do swojego gabinetu. Nagle podszedł do mnie Oikawa.
- Hej, Na-, Kurumi.
Uśmiechnął się lekko. Spojrzałam na niego zdegustowana.
- Coś się stało?
- Ja tylko... chciałem powiedzieć, że za Tobą tęsknię. I przede wszystkim przepraszam.
- Słusznie, przyjmuję twoje przeprosiny. - Westchnęłam. - Ale nic poza tym, niestety.
- Rozumiem, nie chcę ci już przeszkadzać. To cześć... I tak w ogóle to wypiękniałaś.
No i wyszedł. Po kilku chwilach wróciła moja znajoma.
- No więc obecny kapitan to Hanami Kou, a opiekun to Retsu Sai, były trener Czeszek.
- Co?! Naprawdę?
- Tak jest, wybacz mi, ale mam dużo papierów, to tyle co mogę dla ciebie zrobić. Miło było znowu cię zobaczyć.
- Bardzo dziękuję, wzajemnie. Do widzenia.
Wróciłam do domu, żeby się przebrać i odświeżyć. Idę dzisiaj do Tobio, najpewniej będziemy oglądać filmy. Ostatnio się do siebie zbliżyliśmy, ale wątpię, ze coś z tego wyjdzie... No, nie ważne.
Weszłam do swojego mieszkania i od razu skierowałam się do sypialni. Wyciągnęłam z komody czarną, świeżą bieliznę, krótkie jeansowe potargane szorty i do tego czarny odsłonięty top. Następnie pobiegłam do łazienki. Tam wzięłam orzeźwiający prysznic i przygotowałam się do wyjścia. Spojrzałam na zegarek "16:07". Postanowiłam powoli wychodzić. Dwadzieścia minut później byłam pod drzwiami Kageyamy. Otworzył mi bez koszulki. Okej. Weszłam do środka jakby nic się nie stało i skierowałam do jego pokoju. Jego ojca.znowu nie ma, długo pracuje.
- Czemu się tak wypindrzyłaś?
- A co nie podoba ci się? - Położyłam swoje ręce na biodrach i zrobiłam pozę modelki, oczywiście wszystko z ironią.
- Nie o to chodzi. - Przewrócił oczami i wziął koszulkę przewieszoną przez krzesło od biurka.
- Lubię dobrze wyglądać, po drodze dwóch facetów zapytało mnie o numer.
- Weź laptop i poszukaj czegoś fajnego, ja idę się ubrać i zrobię coś do picia.
- Pomóc ci?
- Nie ma w tym nic trudnego, tylko postawię wodę w czajniku i-
- Mówiłam o ubieraniu. - Uśmiechnęłam się zadziornie i skierowałam uwagę na laptop. Może horror? Czemu nie.
Tobio wyszedł nic nie mówiąc. Wrócił po 15 minutach ubrany w czarne dopasowane spodnie i szary sweter. W rekach miał dwa kubki z zaparzoną czarną herbatą.
- Masz jakiś kocyk?
Spojrzał na moje odkryte nogi i dotknął lodowatego uda. Westchnął.
- Po co się tak ubrałaś, jest marzec.
- Rano też byłam w krótkich i nic nie mówiłeś, poza tym jest 15 stopni!
Ponownie westchnął.
- Dobra dam ci ten koc, chyba że chcesz żebym to ja cię rozgrzał.
powiedział nieznacznie i wstał po koc.
- Ok ok, sorka. I mam tu jakiś horror.
- Sponio, proszę bardzo. - Podał mi różowy koc.
- Jej, to ten różowy! - Przytuliłam się do kocyka.
- Mogę włączać?
- Mhm... - Mruknęłam i przymknęłam oczy, mocniej ściskając kocyk.
- Coś ci jest? - Zapytał zdezorientowany.
- Nic, nic.
Półtora godziny później
- Śpisz? - Spojrzał na nią. Zamruczała cicho i przytulia go lekko. Westchnął. Podniósł ją i delikatnie ułożył na łóżku, a następnie przykrył kocem.
Jakiś czas później
Obudziłam się i poczułam straszne zimno. Wyszłam z łóżka i zobaczyłam, że jestem w pokoju Kageyamy. To gdzie on jest? Opuściłam pokój i ruszyłam do salonu. Oczywiście tam był. Starając się go nie obudzić wgramoliłam się pod kołdrę. Przybliżyłam się do niego i przytuliłam.
- Czemu przyszłaś? - Zapytał niskim głosem. Dźwignęłam się na łokciach i spojrzałam na niego.
- Zimno mi było, poza tym, czemu mnie nie obudziłeś? Mama mogła dzwonić, a zostawiłam telefon w domu, pewnie się martwi.
- Nie chciałem, ale teraz idź już spać, jest prawie trzecia. - Zarządził, złapał mnie w talii i przybliżył do siebie. Odpłynęłam.
Następny dzień
- Co dzisiaj robisz? - Zapytał, gdy jedliśmy razem śniadanie; proste kanapki z sałatą i salami.
- Mam się spotkać z kapitanem klubu dziewczyn, a później z ich opiekunem. Tak się składa, że go znam. No i jeszcze muszę wpaść do Ki i rodziców po parę swoich rzeczy. - Objaśniłam.
- Dobra, to idź już, muszę wyjść zaraz. I ten twój program treningowy to sobie na necie znajdź, ja ostatnio nie mam głowy do takich rzeczy.
- Bywa, dzięki za nocleg. - Powiedziałam sarkastycznie i szybko dokończyłam kanapkę. Złapałam torebkę i wyszłam bez pożegnania.
- Spokojnie, po prostu nie było nam dane wygrać.
Kobieta uniosła lekko kąciki ust i wyszła na chwilę do swojego gabinetu. Nagle podszedł do mnie Oikawa.
- Hej, Na-, Kurumi.
Uśmiechnął się lekko. Spojrzałam na niego zdegustowana.
- Coś się stało?
- Ja tylko... chciałem powiedzieć, że za Tobą tęsknię. I przede wszystkim przepraszam.
- Słusznie, przyjmuję twoje przeprosiny. - Westchnęłam. - Ale nic poza tym, niestety.
- Rozumiem, nie chcę ci już przeszkadzać. To cześć... I tak w ogóle to wypiękniałaś.
No i wyszedł. Po kilku chwilach wróciła moja znajoma.
- No więc obecny kapitan to Hanami Kou, a opiekun to Retsu Sai, były trener Czeszek.
- Co?! Naprawdę?
- Tak jest, wybacz mi, ale mam dużo papierów, to tyle co mogę dla ciebie zrobić. Miło było znowu cię zobaczyć.
- Bardzo dziękuję, wzajemnie. Do widzenia.
Wróciłam do domu, żeby się przebrać i odświeżyć. Idę dzisiaj do Tobio, najpewniej będziemy oglądać filmy. Ostatnio się do siebie zbliżyliśmy, ale wątpię, ze coś z tego wyjdzie... No, nie ważne.
Weszłam do swojego mieszkania i od razu skierowałam się do sypialni. Wyciągnęłam z komody czarną, świeżą bieliznę, krótkie jeansowe potargane szorty i do tego czarny odsłonięty top. Następnie pobiegłam do łazienki. Tam wzięłam orzeźwiający prysznic i przygotowałam się do wyjścia. Spojrzałam na zegarek "16:07". Postanowiłam powoli wychodzić. Dwadzieścia minut później byłam pod drzwiami Kageyamy. Otworzył mi bez koszulki. Okej. Weszłam do środka jakby nic się nie stało i skierowałam do jego pokoju. Jego ojca.znowu nie ma, długo pracuje.
- Czemu się tak wypindrzyłaś?
- A co nie podoba ci się? - Położyłam swoje ręce na biodrach i zrobiłam pozę modelki, oczywiście wszystko z ironią.
- Nie o to chodzi. - Przewrócił oczami i wziął koszulkę przewieszoną przez krzesło od biurka.
- Lubię dobrze wyglądać, po drodze dwóch facetów zapytało mnie o numer.
- Weź laptop i poszukaj czegoś fajnego, ja idę się ubrać i zrobię coś do picia.
- Pomóc ci?
- Nie ma w tym nic trudnego, tylko postawię wodę w czajniku i-
- Mówiłam o ubieraniu. - Uśmiechnęłam się zadziornie i skierowałam uwagę na laptop. Może horror? Czemu nie.
Tobio wyszedł nic nie mówiąc. Wrócił po 15 minutach ubrany w czarne dopasowane spodnie i szary sweter. W rekach miał dwa kubki z zaparzoną czarną herbatą.
- Masz jakiś kocyk?
Spojrzał na moje odkryte nogi i dotknął lodowatego uda. Westchnął.
- Po co się tak ubrałaś, jest marzec.
- Rano też byłam w krótkich i nic nie mówiłeś, poza tym jest 15 stopni!
Ponownie westchnął.
- Dobra dam ci ten koc, chyba że chcesz żebym to ja cię rozgrzał.
powiedział nieznacznie i wstał po koc.
- Ok ok, sorka. I mam tu jakiś horror.
- Sponio, proszę bardzo. - Podał mi różowy koc.
- Jej, to ten różowy! - Przytuliłam się do kocyka.
- Mogę włączać?
- Mhm... - Mruknęłam i przymknęłam oczy, mocniej ściskając kocyk.
- Coś ci jest? - Zapytał zdezorientowany.
- Nic, nic.
Półtora godziny później
- Śpisz? - Spojrzał na nią. Zamruczała cicho i przytulia go lekko. Westchnął. Podniósł ją i delikatnie ułożył na łóżku, a następnie przykrył kocem.
Jakiś czas później
Obudziłam się i poczułam straszne zimno. Wyszłam z łóżka i zobaczyłam, że jestem w pokoju Kageyamy. To gdzie on jest? Opuściłam pokój i ruszyłam do salonu. Oczywiście tam był. Starając się go nie obudzić wgramoliłam się pod kołdrę. Przybliżyłam się do niego i przytuliłam.
- Czemu przyszłaś? - Zapytał niskim głosem. Dźwignęłam się na łokciach i spojrzałam na niego.
- Zimno mi było, poza tym, czemu mnie nie obudziłeś? Mama mogła dzwonić, a zostawiłam telefon w domu, pewnie się martwi.
- Nie chciałem, ale teraz idź już spać, jest prawie trzecia. - Zarządził, złapał mnie w talii i przybliżył do siebie. Odpłynęłam.
Następny dzień
- Co dzisiaj robisz? - Zapytał, gdy jedliśmy razem śniadanie; proste kanapki z sałatą i salami.
- Mam się spotkać z kapitanem klubu dziewczyn, a później z ich opiekunem. Tak się składa, że go znam. No i jeszcze muszę wpaść do Ki i rodziców po parę swoich rzeczy. - Objaśniłam.
- Dobra, to idź już, muszę wyjść zaraz. I ten twój program treningowy to sobie na necie znajdź, ja ostatnio nie mam głowy do takich rzeczy.
- Bywa, dzięki za nocleg. - Powiedziałam sarkastycznie i szybko dokończyłam kanapkę. Złapałam torebkę i wyszłam bez pożegnania.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz