środa, 8 lipca 2015

You're My Queen: Rozdział 2 ''Samolubność mnie zniszczyła''


Hala sportowa Aoba Josai
- Co taka smutna? - Zapytał Iwaizumi siedzącej na ławce Natsu. Podniosła głowę i spojrzała na niego.
- Nadal się zastanawiam... Czy wygrałybyśmy, gdyby nie mój wypadek... - Powiedziała cicho, a w jej oczach pojawiły się łzy. Hajime tylko westchnął.
- Co z tego, że nie wygrałyście? Zaszłyście tak daleko, pamiętaj o tym. Ciężko pracowałaś nad sobą, nad całą drużyną. Byłaś świetnym kapitanem, ale... miało to wady. Kto cię wtedy zepchnął?
- Hm... Nie do końca pamiętam tę sytuację przez wstrząs mózgu, ale... wydaję mi się, że była to dosyć wysoka osoba, trochę starsza od waszego trenera.
- Mógłby to być menadżer waszego przeciwnika? - Zmarszczył brwi.
Nagle podszedł do nich Oikawa Tooru.
- Natsumi, co się dzieje? - Zapytał zmartwiony.
- Nic takiego... Po prostu żałuję tego, co się stało we Włoszech...
- Oj, słońce. Rozmawialiśmy już na ten temat. - Przypomniał. Natsu odwróciła wzrok od niego i wstała.
- Będę lecieć, mata ne!
Wybiegła. Iwaizumi uderzył Oikawę w plecy.
- Ty idioto! Wiesz jak ona to przeżywa! A zachowujesz się jak debil!
- Iwa-chan! Itai... - Spuścił głowę. - Wiem o tym... Ale... Czuję się bezsilny, nie mogę jej pomóc. Tylko patrzę jak cierpi...
- Eh, miejmy nadzieję, że szybko zapomni.
Przed halą
Co oni mogą wiedzieć... To nie ich przed finałami światowymi ktoś ogłuszył i zrzucił ze schodów... To nie przez nich przegrałyśmy, a przeze mnie... Powinnam być bardziej ostrożna i nie chodzić sama... No, ale... co się stało to się nie odstanie...
Nawet nie zauważyłam kiedy zaczęłam płakać. To jest do bani... Zwycięstwo było w zasięgu ręki, a ja... A ja odebrałam nam tę szansę... Cholera! Zaczęłam biegnąć, wizja zaczęła się zamazywać, ale nie zwracałam na to uwagi. Nagle zaczął padać deszcz. Podbiegłam do najbliższego drzewa i skuliłam się na ziemi. Na szczęście nie przemokłam. Rozejrzałam się dookoła i zobaczyłam, że jestem pod Karasuno. Zrobiłam zakłopotaną minę i postanowiłam iść do Nishinoyi. Jest moim przyjacielem, zawsze potrafi mnie pocieszyć, chociażby swoją głupią gadaniną.
 Nie czekając dłużej podniosłam się i pobiegłam jak najszybciej mogłam w stronę hali. Drzwi były otwarte, ale gdy weszłam nie zastałam tam nikogo. Ah, dzisiaj sobota. Może nie mają treningu? Eh, trudno. Po chwili spostrzegłam kosz pełen piłek i stwierdziłam, że muszę się na czymś wyżyć. To mi na pewno pomoże. Podeszłam do niego i wyciągnęłam jedną z niebiesko-żółtych piłek. Ustawiłam się trochę dalej za końcową linią, podrzuciłam piłkę, wzięłam rozpęd i uderzyłam. Nieważne, ile razy próbowałam... Nigdy nie wygrałyśmy. A gdy w końcu dostałyśmy szansę... Ja przez swoją głupotę musiałam zrujnować swoją przyszłość! Z każdym zdaniem, które pojawiały się w mojej głowie, czułam się gorzej i piłki zaczęły być coraz mocniejsze.
 Nagle drzwi się otworzyły. Wszedł przez nie... eeee, Kageyama? Chyba tak. Miał na sobie bordowy dres. Kiedy mnie zobaczył trochę się zdziwił.
- Szukałam Nishinoyi, ale to już nieaktualne. - Powiedziałam roztrzęsiona.
Chłopak wszedł do środka, odłożył swoją torbę przy ławce i podszedł bliżej mnie.
- To ty zrobiłaś tu taki bałagan? - Spojrzał na wszystkie piłki leżące po przeciwnej stronie siatki i westchnął. Przytaknęłam.
- Gomen, zaraz to posprzątam.
- Dlaczego płakałaś? - Zapytał nieco zdziwiony. Pierwszy raz zmienił wyraz twarzy na bardziej spokojny.
- J-ja... - Poczułam kolejny potok łez wylewających się z moich oczu. - Przeze mnie... Moja drużyna przegrała... Przegrałyśmy światowe zawody, światowe! Tylko przez to, że byłam taka egoistyczna i myślałam, że jeśli jestem dobra w siatkę to nic złego mi się nie stanie! Gówno prawda! Ja... zniszczyłam swoją przyszłość...
- Awansowałaś aż do światowych?! - Krzyknął zszokowany. Ponownie przytaknęłam.
- Czy to ma znaczenie skoro przegrałam i wróciłam na początek? - Chwyciłam piłkę i zagrałam ją najmocniej jak potrafiłam. Kageyama ucichnął. - Będę już szła. Nie mów nikomu, że tu byłam.
Wybiegłam.
Wieczór
 Cały dzień tylko się użalam... Muszę wziąć się w garść! Nadal kocham siatkówkę, ale już nigdy nie zagram. To jak patrzenie na jedzenie, gdy jesteś głodny. Wredne uczucie.
 Wstałam gwałtownie z łóżka i podeszłam do szafy. Ubrałam czarne spodenki i białą koszulkę. Włosy poczesałam i zostawiłam rozpuszczone. Chwyciłam telefon do ręki i wysłałam Tooru sms'a.
[Natsumii]: Idę do ciebie na noc.
[Tooru]: Mhm, czekam. ♥
Lekko uśmiechnęłam się do siebie. Nawet jeśli jest idiotą, to i tak go kocham.
Po piętnastu minutach byłam pod jego domem. Zapukałam lekko i po chwili drzwi zostały otwarte. Zobaczyłam go. Od dawna nie cieszyłam się tak na jego widok. Potrzebowałam jego wsparcia.
Wskoczyłam mu na szyję i mocno przytuliłam. Odwzajemnił uścisk bez żadnego problemu, chociaż czułam, że coś mu jest.
- Ojciec przed chwilą wyszedł, więc jesteśmy sami. - Powiedział i pocałował mnie w policzek. Spojrzałam mu głęboko w oczy i... rozkleiłam się. - Od początku wiedziałem, że to zrobisz. Wejdźmy może do środka.
Dwie godziny później
 Zasnęła, co? Dobrze, że tutaj przyszła. Chcę żeby wróciła stara Natsu. Ta, która zawsze potrafiła się postawić, a jednocześnie była przeurocza. Tęsknię za nią.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz