Szary korytarz, cisza. Ciemna noc i nikogo dookoła. Sekunda i po wszystkim.
Otworzyłam szeroko oczy, zapłakana. Leżałam na klacie Tooru, a jego ręce były lekko zawieszone na mojej talii. Podniosłam się i spojrzałam na jego twarz, nie spał. Wręcz przeciwnie. Przyglądał mi się. Speszona schowałam twarz w jego szyi.
- J-ja...
- Rozumiem. Ciiii... - Przytulił mnie do siebie.
Będzie dobrze.
Pół roku później, Korytarz szkoły Karasuno
- Natsumi-senpai? - Zapytał Hinata.
- Hm?
- Czy to prawda, że grałaś w siatkówkę?
Wszystkie wydarzenia z turnieju we Włoszech uderzyły we mnie z ogromną siłą. Nie jestem już zła na siebie, jakby to powiedzieć... Może po prostu siatkówka nie była dla mnie. Ale dosyć! Bo znowu nabawię się depresji.
- Hai. Razem z moją drużyną doszłam aż do finałów światowych.
- Ha? Naprawdę?! To super! I jak? Fajne uczucie wygrywać, nie?
- Czy fajne? Cóż... w pewnym sensie tak, ale niektóre mecze były nasze tylko ze względu na szczęście.
- A, jak w finale?
- Przegrałyśmy, niestety, szczęście się skończyło.
- Ale... Nishinoya-san mówił, że miałaś wypadek...
- To prawda, głównie dlatego przegrałyśmy.
- W-więc, co się stało?
- Hm... - złapałam się za podbródek. - Przed finałem trenowałyśmy dzień i noc, a przynajmniej ja. No i pewnego wieczoru, gdy wracałam z hali, ktoś mnie napadł, ogłuszył i zrzucił ze schodów. Miałam wstrząs mózgu i nie mogłam zagrać w finale. Czyli tak naprawdę przegrałyśmy przeze mnie.
- Jak możesz tak mówić!? - Krzyknął rudy. Spojrzałam na niego zdziwiona. - Gomen, ale... Nie możesz się obwiniać, Kurumi-chan. Nikt nie byłby przygotowany na coś takiego... Dziewczyny są delikatne, dlatego... Eh, po prostu proszę się nie obwiniać!
- Oczywiście, Shoyo. Dziękuję ci. - Pocałowałam go w policzek i uśmiechnęłam się lekko. Nagle podszedł do nas Kageyama.
- Cze, rudy ci się nie naprzykrza? - Zapytał.
- Kageyama, idioto! - Krzyknął Hinata, przygotowując pięści do pojedynku, lecz gdy Tobio tylko na niego spojrzał natychmiast się spłoszył. I tyle go widzieli.
- Miły z niego chłopak, fakt, jest głupkiem, ale lubię go.
- Nawet nie wiesz, jaki wkurzający czasami bywa.
- On? Nie czasem ty? - Zaśmiałam się. Kageyama tylko chrząknął.
- Whateva.
Po szkole
- Cze, rudy ci się nie naprzykrza? - Zapytał.
- Kageyama, idioto! - Krzyknął Hinata, przygotowując pięści do pojedynku, lecz gdy Tobio tylko na niego spojrzał natychmiast się spłoszył. I tyle go widzieli.
- Miły z niego chłopak, fakt, jest głupkiem, ale lubię go.
- Nawet nie wiesz, jaki wkurzający czasami bywa.
- On? Nie czasem ty? - Zaśmiałam się. Kageyama tylko chrząknął.
- Whateva.
Po szkole
- Słyszałam, że macie sparing z Tooru. - Zaczęłam. Było po lekcjach, więc Kageyama i ja wracaliśmy do domu. Tobio zaprosił mnie do siebie żebym mu opowiedziała o sobie. Od czasu, gdy zerwałam z Oikawą, zaprzyjaźniliśmy się. Zastanawiacie się pewnie - dlaczego z nim zerwałam? It's simple. Nie miał dla mnie czasu. Tylko siatkówka, siatkówka, siatkówka. Nie wytrzymałam. Poza tym już od pewnego czasu nie układało się między nami. Kłóciliśmy się o różne pierdoły, a przecież związek nie może tak funkcjonować, nie?
- Aaa, tak. Przyjdziesz?
- Jasne, już mi nie zależy na tym dupku, więc izi.
- I dobrze. Sorki, że pytam, ale... Chciałabyś nadal grać?
- Ha ha! Dobre pytanie. Oczywiście. Nadal kocham siatkówkę, ale co poradzę.
- Przecież w Karasuno jest drużyna dziewczyn. Możesz śmiało dołączyć, jestem pewien, że gdy zobaczą twoje umiejętności, nie pogardzą. Dziewczyny grają słabo, mogłabyś pomóc im rozwinąć skrzydła.
- Wow! Jakież głębokie słowa od takie gbura jak ty, haha! - Klepnęłam go w ramię. Po chwili posmutniałam. - Nawet jeśli to... już zapomniałam nawet podstaw. - Podrapałam się w tył głowy, zakłopotana.
- Nie ma problemu, mogę ci pomóc w treningu.
- Serio!?
- Jasne, w ten weekend i tak nie mam nic do roboty. - Odwrócił wzrok.
- Yatta! W końcu będę mogła... - W moich oczach zaświeciły się iskierki.
- A... właśnie. Na jakiej pozycji grałaś?
- Byłam rozgrywającą, ale tak naprawdę uwielbiam też atakować! - Nagle nabrałam energii.
- To i lepiej.
- Aaa, tak. Przyjdziesz?
- Jasne, już mi nie zależy na tym dupku, więc izi.
- I dobrze. Sorki, że pytam, ale... Chciałabyś nadal grać?
- Ha ha! Dobre pytanie. Oczywiście. Nadal kocham siatkówkę, ale co poradzę.
- Przecież w Karasuno jest drużyna dziewczyn. Możesz śmiało dołączyć, jestem pewien, że gdy zobaczą twoje umiejętności, nie pogardzą. Dziewczyny grają słabo, mogłabyś pomóc im rozwinąć skrzydła.
- Wow! Jakież głębokie słowa od takie gbura jak ty, haha! - Klepnęłam go w ramię. Po chwili posmutniałam. - Nawet jeśli to... już zapomniałam nawet podstaw. - Podrapałam się w tył głowy, zakłopotana.
- Nie ma problemu, mogę ci pomóc w treningu.
- Serio!?
- Jasne, w ten weekend i tak nie mam nic do roboty. - Odwrócił wzrok.
- Yatta! W końcu będę mogła... - W moich oczach zaświeciły się iskierki.
- A... właśnie. Na jakiej pozycji grałaś?
- Byłam rozgrywającą, ale tak naprawdę uwielbiam też atakować! - Nagle nabrałam energii.
- To i lepiej.

Ekhem, no cóż, kocham Kageyame, a jak nie jest to Yaoi normalnie cie kocham kobieto! Trochę mało opisowo i krotko, ale i tak kocham bo jest Kageyama! Pozdrawiam i czekam na ciag dalszy
OdpowiedzUsuń