sobota, 5 grudnia 2015

You're My Queen: Rozdział 7 "Konfrontacja"

KISNE Z TEGO GIFA XDDDDDDDDDDDDD

Liceum Karasuno, trening po lekcjach
Chłopcy właśnie przeprowadzali rozgrzewkę stali w kółku i odbijali do siebie piłkę.
- Kageyama, gdzie Kurumi? - Zapytał Tanaka z błyszczącymi oczyma. (XD)
- Czemu mnie pytacie? - Spytał zdziwiony lekko.
- Hm, prawie zawsze przychodzicie razem do szkoły, na treningi, zawsze razem wracacie, rozmawiacie często. Pewnie dlatego. - Odezwał się Tsukishima.
- Hmpf. Ona przecież z każdym rozmawia.
- Dobra, nieważne. Gdzie ona jest? - Pytał Tanaka.
Tobio tylko westchnął.
- W szpitalu.
Dwadzieścia minut później
"Puk, puk"
- Nie wchodzić, przebieram się! - Krzyknęłam.
- To wchodzimy! - Usłyszałam Tanakę. - Aua! - A chwilkę później to.
Zaśmiałam się i ubrałam. Szybko pościeliłam łóżko i usiadłam na nim.
- Możecie wejść.
Tanaka jako pierwszy wbiegł do pokoju i uklęknął przede mną. Spojrzał na moją twarz i zobaczył podbite oko. Pogładził mój policzek i zrobił smutną minę.
- Kto ci to zrobił?
- Mój... ojczym. - Odpowiedziałam cicho.
- Ojczym? - Zapytał Tsukishima.
- Tak, ja... jestem adoptowana. - Wyznałam.
- Dlatego nie chciałem was tu przyprowadzać. - Westchnął Kageyama. - Idźcie już.
- No dobra. - Powiedział smutny Shoyo. Wyszli.
- Dlaczego ich wyrzuciłeś? - Zirytowałam się. Wszyscy tutaj do mnie przyjechali a on... Eh.
Nagle stało się coś dziwnego. Tobio pogładził mój policzek tak jak Tanaka tylko... jego dotyk był inny.
- Idziemy stąd?
- Tylko czekałam aż zapytasz.
Wstałam z łóżka i podparłam się kulą. Chciałam sięgnąć po swoje torby, lecz Kageyama zrobił to szybciej i wyszedł bez słowa.
- Eeeeeeeeeeeeeeeeeeeeh! Jak on mnie wkurza... - Podążyłam za nim.
Doszliśmy do recepcji i dostałam wypis.
Następny dzień, szósta rano
Obudził mnie baaaaaaaaardzo głośny budzik. Niechętnie wstałam z łóżka i jakoś je pościeliłam. Następnie ruszyłam do kuchni i wstawiłam wodę na kawę. Poszłam do łazienki, umyłam twarz i poczesałam włosy. Wróciłam do pokoju i przebrałam się w to. Wróciłam do kuchni i zalałam kawę. Usiadłam przy stole i zaczęłam sączyć. W międzyczasie przeglądałam ostatnie lekcje z geografii. Wyże i niże demograficzne, izi.
Po kilku minutach wypiłam kawę, więc czas się zbierać. Lekcja zaczyna się o 8, a jest 7:37. Spokojnie zdążę, ale wolałabym już wychodzić. Tak, więc włożyłam kubek do zlewu, wzięłam torbę i spakowałam tam szybko najpotrzebniejsze rzeczy i książki a następnie wyszłam. Zjechałam windą na dół i zaczęłam dosyć szybkim krokiem iść w stronę szkoły. Mam do niej jakoś 5 minut. Po drodze załączyłam sobie piosenki BTS do słuchania. Naprawdę polecam. Nawet nie zdążyłam wysłuchać fajnego Dope. Weszłam do szkoły i skierowałam się na drugie piętro, gdzie mam lekcję japońskiego. Rzucam się na głęboką wodę, trudno. Mam nadzieję, że nauczycielka zrozumie, że byłam w szpitalu.
Weszłam do klasy i poczułam na sobie kilkanaście spojrzeń. Ignorując je usiadłam na swoim miejscu i przeglądałam jakieś strony na telefonie. Nagle jakiś koleś z mojej klasy usiadł na moim stoliku i chwycił mnie za podbródek.
- Czego? - Zawarczałam.
- Tss, parzysz. (XD) - Usłyszałam od niego. Co za debil. - Od kogo dostałaś?
- Ciekawi cię to?
- Nie, ale chciałbym wiedzieć, kto śmiał tknąć taką buźkę.
- Szkoda, nie dowiesz się. Nie ode mnie, więc spadaj.
- Coś ty taka agresywna, dziewczyno? - Chciał dotknąć mojego ramienia, ale w odpowiednim momencie złapałam jego rękę. Podniosłam się i uderzyłam go w twarz.
- Nie rozumiesz, co mówię?
Zasyczał i złapał się za policzek, ale odszedł. W końcu. Co za zjebus maximus.
Po chwili do klasy weszła nauczycielka.
- Witam was wszystkich. Dzisiaj będziemy przerabiać literaturę z XIX wieku, tak więc proszę o skupienie.
Westchnęłam. To będzie ciekawa lekcja.
Po lekcjach
Za jakieś dziesięć minut zaczyna się trening chłopaków. Ciekawe, kiedy ktoś dostarczy mi nasz grafik treningów. I tak na razie nie mogę ćwiczyć, ale myślę, że jak to rozchodzę to dam radę. Jeśli chodzi o moją nogę to normalnie chodzę, jednak jej nie skręciłam tylko zwichnęłam. Wiadomo, trochę boli jak chodzę, ale nie jest źle. Gdyby było nie zakładałabym butów na obcasie.
Chodziłam sobie po "korytarzu" przed wejściem do sali i zastanawiałam się co z moim ojczymem. Zamknęli go? Wątpię. Ma za dużo pieniędzy na kaucje, żeby go zamknęli... Westchnęłam. Nagle ktoś zakrył moje oczy. Chciałam go kopnąć w... klejnoty? Ale na czas się obronił.
- Oikawa? Co tu robisz? - Spojrzałam na niego zdziwiona. Gdy się odwróciłam jego wyraz twarzy zmienił się błyskawicznie.
- Ktoś cię pobił?! - Chwycił mój policzek i przyjrzał się ranie. Odsunęłam się od niego, lekko utykając.
- Mam ci przypominać, że nie jesteśmy już razem? - Zapytałam.
- Z nogą też coś masz? - Ponownie spytał, lecz nic nie odpowiedziałam i odwróciłam wzrok. - Hej! Wiem, że za mało czasu ci poświęcałem, żeby być z tobą, ale mieliśmy być przyjaciółmi. Tak łatwo jest ci mnie spławiać? Czyli nic dla ciebie nie znaczyłem, tak?
Spojrzałam na niego poważnie.
- Kochałam cię. Bolało mnie to, że siatkówka jest ważniejsza. Wiem, że były zawody, i że musiałeś sporo ćwiczyć, ale mogłeś mi powiedzieć, po prostu, że nie masz czasu, a nie spławiać mnie cały czas!
- Przepraszam cię. Natsumii... - Pogładził mnie po włosach. O nie, nie, nie. Wiem do czego to zmierza.
- Posłuchaj, wiem, że ciężko ci, mnie również było. Musimy nauczyć się z tym żyć. To, co było, nie wróci. Mów co chcesz, ale ja nie chcę wracać. - Odsunęłam jego rękę, odwróciłam się i weszłam na halę.
Byli tam prawie wszyscy oprócz Tsukishimy, lol. Ciekawe gdzie polazł.
- No to teraz wystawa. Kageyama pod siatkę, oczywiście. - Odezwał się blondyn. Następnie spojrzał na mnie. - Haha, dziewczyny są dziwne, podobno masz skręconą kostkę a i tak masz obcasy, haha.
- Nie jest skręcona, tylko zwichnięta i muszę ją rozruszać. - Zgasiłam go.
- Bywa... Powiedz, widziałaś Tsukishimę?
- Nie, a wie pan może dlaczego Oikawa tutaj był?
- Rozmawiałem z nim o nadchodzącym sparingu.
- Rozumiem... Idę na ławkę.
- Zaraz też przyjdę. - Odpowiedział. Przytaknęłam.
Ukai podszedł do Hinaty i poprosił go o rozmowę na osobności. Podczas gdy oni sobie konwersowali Kageyama wystawiał piłki. Robił to tak idealnie, ahh. Nieświadomie przymrużyłam lekko oczy, podparłam podbródek łokciem i obserwowałam każdy jego ruch.
- Kurumi, ty i Kageyama? Hm... - Usłyszałam trenera. Ogarnęłam się szybko i lekko zarumieniłam. - Myślałem, że ty nie masz uczuć, a tu taka niespodzianka!
- J-ja wcale nie...!
- Pasowalibyście do siebie. - Zaczął się zastanawiać.
- P-proszę przestań! - Poprosiłam.
- Ty jesteś przesłodka! Zrób to jeszcze raz!
- A ty jesteś zboczeńcem! - Skrzyżowałam ręce i starałam się ukryć zażenowanie, gdyż wszyscy na mnie patrzeli.
- A wy co?! Wracać do ćwiczeń!
Nagle do hali wszedł Tsukishima. Podszedł do nas i powiedział mi coś do ucha.
- Po treningu muszę z tobą pogadać. - Zdziwiłam się trochę.
 - Okej!
- Jeszcze z tym kręcisz? Uuuu... - Odezwał się blondyn i zarobił strzała w łydkę.
- Ej, wiesz, jak to boli?!
- Oj sorki... - Zasmuciłam się...
- Jest ci przykro?
- Nie. - ...I uśmiechnęłam.
Wstałam z ławki i poszłam do składziku po więcej piłek. Teraz zagrywka.
- Ej chodź tu ktoś po piłki!
Nagle zjawił się Hinata.
- Proszę bardzo. - Lekko się uśmiechnęłam.
- Dziena, chyba więcej nam nie będzie potrzebne.
- Oki, doki. - Wyszłam i zamknęłam drzwiczki na klucz. Wróciłam do Ukaia i oddałam go.
- No to co? Gramy! Podzielcie się sami.
Usłyszałam jak mój telefon wibruje, więc otworzyłam torebkę i odebrałam. Odeszłam na drugi koniec sali, żeby w spokoju pogadać.
- Halo?
- Natsu, to ja. Czemu nie mówiłaś, że wróciłaś do Japonii?
- Jakoś tak wyszło... Skąd wiesz, że wróciłam, Tetsuro?
- Oikawa mi powiedział. Żalił się.
- O matko, mówiłam mu tysiąc razy, że się nie zejdziemy a on nadal próbuje...
- Haha, chyba rzeczywiście się zakochał.
- Ehhhh, po tym, co z nim przechodzę chyba już nie chcę nigdy mieć faceta.
- Czyli friendzone?
- Co? Haha... Ale ty tak serio?
- Żartuję (XDDDDDDDD)
- Uff, masz szczęście, że dzisiaj mam dobry humor.
- A właśnie, skoro już mówimy o twoim humorze, to jak ta kostka?
- O tym też wiesz?!
- No tak. Ktoś cię pobił? Mnie możesz zaufać dobrze wiesz...
- Słuchaj to nie jest rozmowa na telefon. Jak kiedyś się spotkamy to ci opowiem.
- Oki doki, ja muszę kończyć. Narson.
- No elo.
Rozłączyłam się i wróciłam do chłopaków.
- To jak? Macie drużyny? Gdzie ten wasz trener?
- W kiblu. - Odezwał się Tsukishima.
- Siły wyższe. - Wzruszył ramionami Tanaka. Zaśmiałam się lekko z zażenowania.
- Chyba możemy zacząć już grę?
Wszyscy ustawili się na boisku i przygotowali do gry, gdy nagle do sali wbiegł Ukai.
- Koniec treningu!
- Jak to? - Zapytał Hinata.
- Po prostu! Wszyscy stąd spadajcie!
.
.
.
- Wywalił nas?! - Zirytowałam się. Chciałam iść do domu, gdy nagle Tsukishima złapał mnie za rękę.
- Czekaj, mieliśmy pogadać.
- Właśnie, o co chodzi?
- Widziałem jak gadałaś z Oikawą.
- Słyszałeś?
- Też.
- No i...? - Zdezorientowałam się.
- I powiem Kageyamie, jeśli mi nie wyświadczysz przysługi.
- No to mu powiedz, lol, nic nas nie łączy. Jesteś dziwny, nie stalkuj ludzi. - Zgasiłam go i odeszłam.
- Już wiem dlaczego wszyscy na ciebie lecą. Ehhhhh. - Powiedział do siebie po cichu, marszcząc brwi.
Idąc chodnikiem zauważyłam kilkanaście metrów przed sobą Kageyamę, więc postanowiłam do niego podbiec. Zaczęłam zwiększać tempo i... prawie się przewróciłam. Lepiej nie biegać, nie.
- Hej, unikasz mnie, czy co? - Złapałam go za rękę, żeby się zatrzymał.
- Nie, czemu miałbym? Po prostu nie mieliśmy dzisiaj czasu pogadać. - Ruszył.
- Eh, no więc jak ci minął dzień? - Zapytałam.
- W porządku.
- Może chciałbyś mnie w końcu odwiedzić? Posprzątałam i-
- Nie mam dzisiaj czasu.
Stanęłam w miejscu. O co do k-, nie, nie wolno brzydko mówić...O co mu chodzi?! Głęboko westchnęłam i poszłam na przystanek. Zapowiada się na deszcz. Oby zmókł jak szczur, pff.
Wróciłam do domu, wzięłam długą kąpiel w wannie i ubrałam się w to. Położyłam się w salonie na kanapie i włączyłam telewizor. Niedługo go oglądałam, bo szybko odleciałam do krainy tęczów.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz