Kolejny nudny rutynowy poranek. Ahhh, to wszystko przez tę szkołę, jak ja nienawidzę szkoły! No, ale nic... Wstałam z łóżka, ogarnęłam się w łazience, ubrałam i zjadłam śniadanie. Ruszyłam do tego więzienia, zwanego właśnie szkołą.
W środku lekcji matematyki
Gdy rozwiązywaliśmy jakieś dziwne zadania z algorytmów drzwi klasy otwarły się i weszła przez nie jedna z trzecioklasistek. Była ubrana w to. Miała długie włosy i fajną figurę.
- Przepraszam za najście. Jest tutaj Kurumizawa Natsumii? - Zapytała. Wstałam ze swojego miejsca i wyszłam z nią na chwilę z klasy.
- O co chodzi? - Zdziwiłam się.
- Jestem z klubu siatkówki. Przyszłam ci powiedzieć, że dzisiaj po lekcjach masz swój pierwszy trening, a tak przy okazji... Co ci się stało pod okiem? - Zaciekawiła się.
- To długa historia, z moją nogą też nie jest najlepiej, ale dam radę ćwiczyć.
- Jestem Satori Misa. To będzie sama przyjemność grać z kimś tak doświadczonym jak ty.
- Oj przesadzasz... Muszę już wracać na lekcję, wybacz.
- Jasne. Widzimy się na treningu?
- Ta.
Po lekcjach
Wyszłam z klasy i skierowałam się do swojej szafki by wyjąć strój. Następnie udałam się na salę i do szatni. Pora się przedstawić. W środku było sześć dziewczyn.
- Em, hej wszystkim, jestem Kurumizawa Natsumii, liczę na owocną współpracę. - Ukłoniłam się kulturalnie. Dziewczyny również się przedstawiły i ostrzegły mnie przed panią kapitan. Hahahahaha. Podeszłam do ławki i ściągnęłam koszulkę. Szybko się przebrałam i wyszłam na salę. Zaczęłam się rozciągać. Po chwili na salę wszedł trener i ona. Ueeee, te jej grube nogi. Zaśmiałam się cichutko.
- Już dzisiaj jesteś, nieźle. Gdzie są dziewczyny?
- Chyba jeszcze się przebierają. - Wyjaśniłam.
- Powiedz im, żeby się pospieszyły. - Rozkazał. Przewróciłam oczami niewidocznie.
- Ja to zrobię! - Odezwała się ta baba i pobiegła do szatni.
- No więc.. Jak tam twoja kondycja?
- Cóż... Jeśli chodzi o wytrzymałość to jest bardzo dobrze, ale boję się swojej wystawy.
- Nie potrzebnie, wszyscy na tej sali wiedzą, że masz to we krwi. - Uśmiechnął się lekko. Westchnęłam. Wszyscy cały czas mówią, że jestem najlepsza, blablabla. Nie wiedzą, jak to jest mieć prawie rok przerwy.
Po chwili wszystkie dziewczyny były na sali.
- Pewnie wiecie, że mam nową członkinię i myślę, że nie trzeba wam jej przedstawiać.
- Oczywiście, jesteśmy twoimi fankami, oglądałyśmy każdy mecz we Włoszech. - Powiedziała jedna z nich. Nasza kapitan tylko prychnęła.
- Miło mi. - Uśmiechnęłam.
- No, ale skoro się znacie, to proszę kilka kółeczek.
Wszystkie zaczęłyśmy się rozgrzewać. Po rozgrzewce nadszedł czas na zagrywkę. Wzięłam piłkę do ręki, ustawiłam się dwa metry za końcową linią i zaczęłam kozłować. Podrzuciłam wysoko, wzięłam rozbieg i przebiłam. Nadal jestem świetna, ahhh.
- Bardzo dobrze, czy kogoś to dziwi? - Zapytał rozbawiony. Powoli zaczyna mnie irytować.
Ćwiczyłyśmy jeszcze jakieś 10 minut, aż trzeba było zrobić drużyny. Trener nas szybko podzielił.
- Gramy do 20, bo nie mamy wiele czasu. Zaczyna drużyna po mojej lewej.
Czyli oczywiście nie ta gdzie jestem. Dziewczyna chwyciła piłkę do rąk i zagrała, niezbyt mocno na szczęście. Nie miałam problemu z przyjęciem. Piłka poleciała pod siatkę, do naszej rozgrywającej. Ta wystawiła ją prawemu skrzydłu. Zdobyłyśmy punkt. Teraz moje serwy. Zaserwowałam tak dobrze jak tylko umiałam. As. Drugi raz. As. Trzeci. As. Co jest z naszym przyjęciem? One się nawet nie starają. Co to za gra? Chyba poziom naszej drużyny jest jeszcze niższy niż myślałam... (...)
Trochę zmęczona, wróciłam do domu. Spojrzałam na zegarek, wskazywał 19. Eh, poszłabym spać... Jak też pomyślałam tak zrobiłam. Przebrałam się i ułożyłam na kanapie. Jutro piątek, najs. Włączyłam jakieś dziwne dramy o EXO i psychofankach, po kilku odcinkach zasnęłam. Spałam może godzinę, gdyż obudził mnie dzwonek do drzwi. Wstałam niechętnie i pobiegłam do wejścia. Otworzyłam i zastałam Oikawę. Stał oparty o łuk drzwi.
- Co tutaj robisz?
Wszedł bez pozwolenia do środka, westchnęłam. Podążyłam za nim.
- Więc? - Zapytałam zniecierpliwiona.
- Usiądź tu obok. - Rozkazał, ułożył się na kanapie i poklepał miejsce obok. Usiadłam dla świętego spokoju. Wtem Tooru niebezpiecznie się przybliżył. Poczułam woń jego perfum i lekko odleciałam. Nadal te same, hm?
Nie czekając dłużej, pocałował mnie. Delikatnie, co mnie zdziwiło. Odepchnęłam go natychmiastowo. Serce chciało więcej, moje zmysły zaczęły wariować, ale wiedziałam, że nie powinnam.
- Nie, ja... Mówiliśmy o tym i to jeszcze dziś. - Niestety ten dureń nawet mnie słuchał. Pocałował mnie tym razem bardziej namiętnie i stwierdziłam, że walić to, żyje się raz. Moje ręce znalazły się na jego szyi, przybliżyłam go bliżej siebie i poczułam jak uśmiecha się przez pocałunek. Ugryzłam go lekko i odsunęłam się.
- Tyle razy Cię przekonywałem, nic na ciebie nie działało, aż doszło do czynów. - Wyszczerzył się łobuziarsko.
- Próbujesz być śmieszny? Psujesz moje plany...
- Posiedźmy tak trochę, chyba, że wolisz się całować. - Zarobił strzała w bark. - Auć.
- Myślisz, że wybaczę ci po jednym wieczorze? O nie. - Pocałowałam go w policzek i ruszyłam do łazienki. - Idę do łazienki.
Następny dzień
Obudziłam się bardzo wyspana, leżałam na klacie swojego byłego. Brzmi kusząco, nie? Totalna porażka. co ja wyprawiam. Na pewno chcę do tego wracać?
Podniosłam się lekko na łokciach i spojrzałam na jego twarz. Miał zamknięte oczy, najpewniej spał. Nawet jeśli tyle razy przez niego cierpiałam to chyba nadal go kocham... Przybliżyłam się do niego i przytuliłam. Jego ręce od razu znalazły się na mojej talii.
- Kocham cię. - Powiedziałam i przymknęłam oczy.
- Ja ciebie też, tylko tysiąc razy mocniej. - Powiedział zaspanym głosem.
- Co to miała być za odpowiedź? - Zaśmiałam się. - Czas wstawać. - Odkryłam się i chciałam wstać.
- Jeszcze chwilka... - Tooru złapał mnie w talii i przyciągnął z powrotem do siebie.
- Ej, dzisiaj szkoła! Jest piątek, więc luz.
- Zawiozę cię, ja dzisiaj sobie szkołę odpuszczę. - Stwierdził. Przytaknęłam i poszłam do swojej sypialni i... zdałam sobie sprawę, że częściej zasypiam w salonie niż tutaj. Super. Wyjęłam z komody ubrania i ruszyłam do łazienki. Ogarnęłam się szybko i wyszłam. Tooru już wstał z łóżka, minęliśmy się. Wzięłam swoją torbę z Nike i spakowałam książki. Na szczęście w piątki mam mało lekcji, bo tylko pięć. Dwa w-fy, japoński, angielski i biologia. Chwyciłam do ręki swój telefon i zrobiłam sobie selfie. Bo mogę. Chciałam zrobić drugie, ale nagle podbiegł do mnie Oikawa, objął mnie w talii i pocałował w policzek. Akurat gdy pstrykałam. No i wyszło śliczne zdjęcie. Hehe, nie. Wstawiłam je przez przypadek na instagrama.
- Czy jesteś głupi? Odpowiem za ciebie, tak! - Krzyknęłam. Zaśmiał się.
- Oj, no co. Znowu jesteśmy razem nie?
- No, tak, ale cały świat musi o tym od razu wiedzieć?
Podeszłam do stołu, wzięłam swoją torbę i ruszyłam do wyjścia. Tooru podążył za mną.
- Zawiozę cię do szkoły.
- Uważasz to za dobry pomysł? A twoje fanki? - Sarknęłam.
- Olej je.
Po kilku minutach byliśmy pod szkołą. Spojrzałam na Tooru i uśmiechnęłam się lekko.
- To spadam. - Chciałam wyjść, ale złapał mnie za rękę.
- Tak bez pożegnania? - Uśmiechnął się zadziornie. Przewróciłam oczami i pocałowałam go szybko w usta.
- Elo, miło by było, gdybyś też przyjechał. Po 12. - Wyszłam szybko z samochodu, nie czekając na jego odpowiedź i ruszyłam w stronę wejścia. Przy szafkach zauważyłam Kageyamę, postanowiłam się do niego nie odzywać. Chyba ostatnio jest nie w sosie. Wzruszyłam ramionami i wzięłam książki do rąk. Zamknęłam szafkę i nagle poczułam, jak ktoś mnie obraca i przybija do niej. To Tobio...? O co chodzi...? Chciałam się wydostać, ale po obu stronach mojej głowy były jego dłonie.
- Czego chcesz? - Odezwałam się zimno.
- Szybka jesteś nie ma co. Raz cię spławiłem i poszłaś do swojego byłego? Myślałem, że masz trochę więcej klasy. - Zaczął chłodno. Zmarszczyłam brwi.
- To nie ja przyszłam do niego, tylko on do mnie. Klasę bym straciła, gdybym mu odmówiła po tym wszystkim, co dla mnie zrobił.
- Co takiego? Jedyne co robił, jak byliście razem to olewał cię i chodził albo na treningi albo na spotkania ze swoimi fankami.
- Czemu tak cię to interesuje, co? Nie mów, że sobie coś pomyślałeś?
- Jasne, że nie. Wiem jaką jesteś osobą.
- Weź nie zaczynaj. Nie wierzysz w przyjaźń damsko-męską? - Zaśmiałam się głupio.
- Już nie. Pomyliłem się, co do ciebie. Jesteś zwykłą szmatą. - Miałam już go dość.
- Czemu to zawsze ja jestem ta zła, co?! Nawet nie mogę być szczęśliwa przez jeden dzień?! O co tobie chodzi, co?! - Odepchnęłam go mocno od siebie i tym razem to ja go przybiłam do szafki. - Wszystko, co robiliśmy razem... Myślisz, że robiłam to po to żeby się po prostu z tobą przespać? Wiesz, że ja też mam uczucia i przede wszystkim mózg?! Nie jestem żadną szmatą, skoro ci nie pasuje mój charakter to po co to wszystko?! Po co mi pomagałeś, po co w ogóle byłeś?! - Uderzyłam go w policzek i odbiegłam. Nawet nie zauważyłam, że wszyscy w szatni bezwstydnie nas obserwowali.
Po lekcjach
Wyszłam szybko ze szkoły i zobaczyłam samochód Tooru na parkingu. Weszłam gniewnie do środka i nie powiedziałam ani słowa.
- Em, chyba nie masz humoru gadać, nie? - Zaczął, a gdy spojrzałam na niego nienawistnym wzrokiem zasłonił się rękami.
- Czy to ważne? Pokłóciłam się z Kageyamą.
- Lepiej chyba będzie jak zostawię cię samą, nie? Zawiozę cię do domu.
- Nie, zawieź mnie do centrum, pls. - Poprosiłam.
- Po co? - Zapytał.
- Muszę zrobić zakupy.
Obudziłam się bardzo wyspana, leżałam na klacie swojego byłego. Brzmi kusząco, nie? Totalna porażka. co ja wyprawiam. Na pewno chcę do tego wracać?
Podniosłam się lekko na łokciach i spojrzałam na jego twarz. Miał zamknięte oczy, najpewniej spał. Nawet jeśli tyle razy przez niego cierpiałam to chyba nadal go kocham... Przybliżyłam się do niego i przytuliłam. Jego ręce od razu znalazły się na mojej talii.
- Kocham cię. - Powiedziałam i przymknęłam oczy.
- Ja ciebie też, tylko tysiąc razy mocniej. - Powiedział zaspanym głosem.
- Co to miała być za odpowiedź? - Zaśmiałam się. - Czas wstawać. - Odkryłam się i chciałam wstać.
- Jeszcze chwilka... - Tooru złapał mnie w talii i przyciągnął z powrotem do siebie.
- Ej, dzisiaj szkoła! Jest piątek, więc luz.
- Zawiozę cię, ja dzisiaj sobie szkołę odpuszczę. - Stwierdził. Przytaknęłam i poszłam do swojej sypialni i... zdałam sobie sprawę, że częściej zasypiam w salonie niż tutaj. Super. Wyjęłam z komody ubrania i ruszyłam do łazienki. Ogarnęłam się szybko i wyszłam. Tooru już wstał z łóżka, minęliśmy się. Wzięłam swoją torbę z Nike i spakowałam książki. Na szczęście w piątki mam mało lekcji, bo tylko pięć. Dwa w-fy, japoński, angielski i biologia. Chwyciłam do ręki swój telefon i zrobiłam sobie selfie. Bo mogę. Chciałam zrobić drugie, ale nagle podbiegł do mnie Oikawa, objął mnie w talii i pocałował w policzek. Akurat gdy pstrykałam. No i wyszło śliczne zdjęcie. Hehe, nie. Wstawiłam je przez przypadek na instagrama.
- Czy jesteś głupi? Odpowiem za ciebie, tak! - Krzyknęłam. Zaśmiał się.
- Oj, no co. Znowu jesteśmy razem nie?
- No, tak, ale cały świat musi o tym od razu wiedzieć?
Podeszłam do stołu, wzięłam swoją torbę i ruszyłam do wyjścia. Tooru podążył za mną.
- Zawiozę cię do szkoły.
- Uważasz to za dobry pomysł? A twoje fanki? - Sarknęłam.
- Olej je.
Po kilku minutach byliśmy pod szkołą. Spojrzałam na Tooru i uśmiechnęłam się lekko.
- To spadam. - Chciałam wyjść, ale złapał mnie za rękę.
- Tak bez pożegnania? - Uśmiechnął się zadziornie. Przewróciłam oczami i pocałowałam go szybko w usta.
- Elo, miło by było, gdybyś też przyjechał. Po 12. - Wyszłam szybko z samochodu, nie czekając na jego odpowiedź i ruszyłam w stronę wejścia. Przy szafkach zauważyłam Kageyamę, postanowiłam się do niego nie odzywać. Chyba ostatnio jest nie w sosie. Wzruszyłam ramionami i wzięłam książki do rąk. Zamknęłam szafkę i nagle poczułam, jak ktoś mnie obraca i przybija do niej. To Tobio...? O co chodzi...? Chciałam się wydostać, ale po obu stronach mojej głowy były jego dłonie.
- Czego chcesz? - Odezwałam się zimno.
- Szybka jesteś nie ma co. Raz cię spławiłem i poszłaś do swojego byłego? Myślałem, że masz trochę więcej klasy. - Zaczął chłodno. Zmarszczyłam brwi.
- To nie ja przyszłam do niego, tylko on do mnie. Klasę bym straciła, gdybym mu odmówiła po tym wszystkim, co dla mnie zrobił.
- Co takiego? Jedyne co robił, jak byliście razem to olewał cię i chodził albo na treningi albo na spotkania ze swoimi fankami.
- Czemu tak cię to interesuje, co? Nie mów, że sobie coś pomyślałeś?
- Jasne, że nie. Wiem jaką jesteś osobą.
- Weź nie zaczynaj. Nie wierzysz w przyjaźń damsko-męską? - Zaśmiałam się głupio.
- Już nie. Pomyliłem się, co do ciebie. Jesteś zwykłą szmatą. - Miałam już go dość.
- Czemu to zawsze ja jestem ta zła, co?! Nawet nie mogę być szczęśliwa przez jeden dzień?! O co tobie chodzi, co?! - Odepchnęłam go mocno od siebie i tym razem to ja go przybiłam do szafki. - Wszystko, co robiliśmy razem... Myślisz, że robiłam to po to żeby się po prostu z tobą przespać? Wiesz, że ja też mam uczucia i przede wszystkim mózg?! Nie jestem żadną szmatą, skoro ci nie pasuje mój charakter to po co to wszystko?! Po co mi pomagałeś, po co w ogóle byłeś?! - Uderzyłam go w policzek i odbiegłam. Nawet nie zauważyłam, że wszyscy w szatni bezwstydnie nas obserwowali.
Po lekcjach
Wyszłam szybko ze szkoły i zobaczyłam samochód Tooru na parkingu. Weszłam gniewnie do środka i nie powiedziałam ani słowa.
- Em, chyba nie masz humoru gadać, nie? - Zaczął, a gdy spojrzałam na niego nienawistnym wzrokiem zasłonił się rękami.
- Czy to ważne? Pokłóciłam się z Kageyamą.
- Lepiej chyba będzie jak zostawię cię samą, nie? Zawiozę cię do domu.
- Nie, zawieź mnie do centrum, pls. - Poprosiłam.
- Po co? - Zapytał.
- Muszę zrobić zakupy.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz