tae tae <3
PROSZĘ KOMENTUJCIE.
No i sorki, że taki krótki. xo
PROSZĘ KOMENTUJCIE.
No i sorki, że taki krótki. xo
Centrum Tokyo
- Może iść z tobą? - Zapytał Oikawa, gdy dotarli do centrum. Natsu tylko szybko pokiwała głową.
- Muszę się wyciszyć. - Wyszła z samochodu.
- Masz, kup sobie coś ładnego. - Podał jej trochę pieniędzy. Ta tylko przewróciła oczami i odeszła.
Tooru westchnął i odjechał.
Weszłam do jakiegoś spożywczaka i spojrzałam na telefon. Była 13. Nie tak późno.
Zabrałam koszyk i rozpoczęłam zakupy.
- Natsumii? - Usłyszałam, gdy sięgałam po kilka czekolad. Odwróciłam się i zastałam Kuroo.
- Hej.
Nastała minuta ciszy, oboje spoglądaliśmy to na siebie to na moje cztery czekolady. Whopsie.
- "Jesteś tym co jesz".
Zaśmialiśmy się oboje. Odłożyłam czekolady i westchnęłam. Znowu zrobiłam się smutna.
- Co jest? Z kim się pogryzłaś? - Zapytał podchodząc bliżej.
- Kageyama Durnio. Może kojarzysz. - Uśmiechnęłam się krzywo. Z powrotem wsadziłam czekoladę do koszyka i chciałam iść, ale Tetsuro ją wyjął i złapał mnie za rękę.
- Hej, hej. Wiem, że na pewno nie masz humoru na żarty, a tym bardziej żeby ze mną gadać, więc się streszczę. Gramy jutro sparing z Karasuno, jakoś rano. Przyjdziesz?
Zastanowiłam się głęboko. W sumie, czemu nie. Będę się nudzić w weekend, więc.
- Pomyślę. - Powiedziałam bez emocji. Odwróciłam i poszłam na dział z owocami. Kupiłam, co chciałam i wyszłam ze sklepu. Udałam się do baru z tradycyjnym jedzeniem, do którego zwykłam chodzić z Kageyamą. Ah, wspomnienia. Szczerze to jak myślę o dzisiejszej kłótni z nim, to zachowywał się dziwnie. Nigdy jakoś tak nie naskakiwał na mnie. Jeszcze zwyzywał mnie od szmat... Normalnie by mnie to nie ruszyło, ale w takim wypadku aż za nadto. Zabolało...
Po zjedzonym szybko posiłku udałam się do domu. Gdy weszłam od razu pobiegłam do łazienki. Wzięłam odprężającą kąpiel w płatkach róż. Taaa, jasne. Chciałabym. Następnie przebrałam się. Ruszyłam do sypialni i położyłam się na łóżku. Leżałam tak pół godziny. Rozmyślałam nad jego zagadkowym zachowaniem. Tobio nigdy nie uważał, że możemy być kiedykolwiek razem... A może on nadal tak nie uważa? Więc... o co mu chodziło? Myśli, że już się przespałam z Oikawą? Może gniewa się na mnie, bo myśli, że nie mam do siebie szacunku? Uj go tam wie. Mimo wszystko... nazwał mnie szmatą. Nie sądziłam, że kiedykolwiek tak o mnie pomyśli. Może nie wyglądałam, ale moje serce rozwaliło się na tysiąc kawałków, gdy to powiedział. Staram się nie brać wszystkiego do siebie, ale...
Rozpłakałam się.
Następny dzień
Nie spałam prawie całą noc. Zamartwiałam się. Czasami trzeba...
Niedługo po 8 dostałam wiadomość od Kuroo.
Shitsuro: Po 10 zaczynamy pierwszy mecz.
Natsu: Aye.
Chciałam jeszcze wpaść do sklepu przed wyjściem, więc od razu ruszyłam do łazienki. Ogarnęłam się, ubrałam i szybko wyszłam z domu. Poszłam do małego supermarketu i kupiłam sobie jakieś bułki i inne rzeczy na kolację. Następnie moim celem był przystanek autobusowy. Shit, muszę kupić auto i zrobić prawko przy okazji, meeeeeeeeh.
Po godzinie dotarłam. Weszłam na salę i zobaczyłam, że na trybunach siedzi Tooru. Trochę mnie to zdziwiło. Zobaczyłam również Kageyamę i całe Karasuno oraz Nekomę wraz z Tetsuro. Przeszłam bokiem hali na trybuny. Oikawa, gdy tylko mnie zobaczył uśmiechnął się szeroko w przeciwieństwie do mnie, oczywiście.
- Hej, przyszłaś jednak? - Pociągnął mnie na swoje kolana. Westchnęłam, chowając twarz w jego szyi.
- Mhm. - Wybeblałam. Tooru wypuścił głośno powietrze i mocno mnie przytulił. Po chwili odsunęłam się trochę od niego, gdyż usłyszałam swoje imię.
- Natsu, nie gadaj, że przyszłaś tu się z nim migdalić? - Zaśmiał się Kuroo. Spojrzałam na niego tak: -_-.
- Nope. Lepiej skup się na grze, albo To- Kageyama i Hinata was rozwalą. - Odpysknęłam i odwróciłam wzrok na Tobio. Patrzył na mnie, skrzyżowaliśmy spojrzenia. W jego wzroku było coś... dziwnego. Natomiast ja patrzyłam na niego kompletnie bez uczuć.
- Natsu, dzięki, że przyszłaś. - Wstałam i ukłoniłam się sarkastycznie. Kuroo odszedł od nas, ponieważ zaczęli mecz.
- Ej, przestań się dąsać. O co się tak pokłóciliście? - Zapytał troskliwie. Zaczęłam znowu myśleć o jego wczorajszych słowach i łzy pojawiły się w moich oczach.
- J-ja... Nie wiem, o co mu chodzi... Dowiedział się, że wróciliśmy do siebie i... powiedział, że już się z tobą przespałam i... - przełknęłam głośno ślinę. - nazwał mnie szmatą. - Prychnęłam na siebie lekko. Czemu ja jestem taka zjebana? Czemu ja się tym tak bardzo przejmuję? Halo! Nazwał mnie szmatą, chyba go bao bao. U mnie już przegrał.
- Szmatą? - Tooru zacisnął pięść. Chciał wstać, ale złapałam go za rękę. Pokiwałam smutno głową na nie.
- Nie rób tego. Olejmy to po prostu.
Zaczął się mecz. Na początku Karasuno wygrywało, lecz później Hinata i Kageyama nie potrafili się dogadać. Tobio był bardzo rozkojarzony. Niedługo po utraceniu przewagi Ukai go ściągnął. Widziałam jak z nim rozmawia. Tobio był bardzo zły na siebie, chyba... Nie potrafię go odszyfrować. Na jego miejsce wszedł Suga. Mecz wygrało fartem Karasuno. Następny jednak oddali Nekomie. Kageyama ponownie nie umiał się skupić. Aż w końcu się zdenerwował, poszedł się ubrać i wyszedł z sali. Mecze były nadal rozgrywane, a mnie ogarniało dziwne uczucie. Nie chciało mi się tutaj dłużej siedzieć. Wstałam.
- Nie czuję się najlepiej, idę do domu. - Powiedziałam i odeszłam nie czekając na odpowiedź. Słyszałam jak Tooru mnie woła, ale zignorowałam to i ruszyłam w tylko sobie znanym kierunku.
Zastanowiłam się głęboko. W sumie, czemu nie. Będę się nudzić w weekend, więc.
- Pomyślę. - Powiedziałam bez emocji. Odwróciłam i poszłam na dział z owocami. Kupiłam, co chciałam i wyszłam ze sklepu. Udałam się do baru z tradycyjnym jedzeniem, do którego zwykłam chodzić z Kageyamą. Ah, wspomnienia. Szczerze to jak myślę o dzisiejszej kłótni z nim, to zachowywał się dziwnie. Nigdy jakoś tak nie naskakiwał na mnie. Jeszcze zwyzywał mnie od szmat... Normalnie by mnie to nie ruszyło, ale w takim wypadku aż za nadto. Zabolało...
Po zjedzonym szybko posiłku udałam się do domu. Gdy weszłam od razu pobiegłam do łazienki. Wzięłam odprężającą kąpiel w płatkach róż. Taaa, jasne. Chciałabym. Następnie przebrałam się. Ruszyłam do sypialni i położyłam się na łóżku. Leżałam tak pół godziny. Rozmyślałam nad jego zagadkowym zachowaniem. Tobio nigdy nie uważał, że możemy być kiedykolwiek razem... A może on nadal tak nie uważa? Więc... o co mu chodziło? Myśli, że już się przespałam z Oikawą? Może gniewa się na mnie, bo myśli, że nie mam do siebie szacunku? Uj go tam wie. Mimo wszystko... nazwał mnie szmatą. Nie sądziłam, że kiedykolwiek tak o mnie pomyśli. Może nie wyglądałam, ale moje serce rozwaliło się na tysiąc kawałków, gdy to powiedział. Staram się nie brać wszystkiego do siebie, ale...
Rozpłakałam się.
Następny dzień
Nie spałam prawie całą noc. Zamartwiałam się. Czasami trzeba...
Niedługo po 8 dostałam wiadomość od Kuroo.
Shitsuro: Po 10 zaczynamy pierwszy mecz.
Natsu: Aye.
Chciałam jeszcze wpaść do sklepu przed wyjściem, więc od razu ruszyłam do łazienki. Ogarnęłam się, ubrałam i szybko wyszłam z domu. Poszłam do małego supermarketu i kupiłam sobie jakieś bułki i inne rzeczy na kolację. Następnie moim celem był przystanek autobusowy. Shit, muszę kupić auto i zrobić prawko przy okazji, meeeeeeeeh.
Po godzinie dotarłam. Weszłam na salę i zobaczyłam, że na trybunach siedzi Tooru. Trochę mnie to zdziwiło. Zobaczyłam również Kageyamę i całe Karasuno oraz Nekomę wraz z Tetsuro. Przeszłam bokiem hali na trybuny. Oikawa, gdy tylko mnie zobaczył uśmiechnął się szeroko w przeciwieństwie do mnie, oczywiście.
- Hej, przyszłaś jednak? - Pociągnął mnie na swoje kolana. Westchnęłam, chowając twarz w jego szyi.
- Mhm. - Wybeblałam. Tooru wypuścił głośno powietrze i mocno mnie przytulił. Po chwili odsunęłam się trochę od niego, gdyż usłyszałam swoje imię.
- Natsu, nie gadaj, że przyszłaś tu się z nim migdalić? - Zaśmiał się Kuroo. Spojrzałam na niego tak: -_-.
- Nope. Lepiej skup się na grze, albo To- Kageyama i Hinata was rozwalą. - Odpysknęłam i odwróciłam wzrok na Tobio. Patrzył na mnie, skrzyżowaliśmy spojrzenia. W jego wzroku było coś... dziwnego. Natomiast ja patrzyłam na niego kompletnie bez uczuć.
- Natsu, dzięki, że przyszłaś. - Wstałam i ukłoniłam się sarkastycznie. Kuroo odszedł od nas, ponieważ zaczęli mecz.
- Ej, przestań się dąsać. O co się tak pokłóciliście? - Zapytał troskliwie. Zaczęłam znowu myśleć o jego wczorajszych słowach i łzy pojawiły się w moich oczach.
- J-ja... Nie wiem, o co mu chodzi... Dowiedział się, że wróciliśmy do siebie i... powiedział, że już się z tobą przespałam i... - przełknęłam głośno ślinę. - nazwał mnie szmatą. - Prychnęłam na siebie lekko. Czemu ja jestem taka zjebana? Czemu ja się tym tak bardzo przejmuję? Halo! Nazwał mnie szmatą, chyba go bao bao. U mnie już przegrał.
- Szmatą? - Tooru zacisnął pięść. Chciał wstać, ale złapałam go za rękę. Pokiwałam smutno głową na nie.
- Nie rób tego. Olejmy to po prostu.
Zaczął się mecz. Na początku Karasuno wygrywało, lecz później Hinata i Kageyama nie potrafili się dogadać. Tobio był bardzo rozkojarzony. Niedługo po utraceniu przewagi Ukai go ściągnął. Widziałam jak z nim rozmawia. Tobio był bardzo zły na siebie, chyba... Nie potrafię go odszyfrować. Na jego miejsce wszedł Suga. Mecz wygrało fartem Karasuno. Następny jednak oddali Nekomie. Kageyama ponownie nie umiał się skupić. Aż w końcu się zdenerwował, poszedł się ubrać i wyszedł z sali. Mecze były nadal rozgrywane, a mnie ogarniało dziwne uczucie. Nie chciało mi się tutaj dłużej siedzieć. Wstałam.
- Nie czuję się najlepiej, idę do domu. - Powiedziałam i odeszłam nie czekając na odpowiedź. Słyszałam jak Tooru mnie woła, ale zignorowałam to i ruszyłam w tylko sobie znanym kierunku.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz